Wolfcarbon chroni!

O nowy motorek trzeba dbać! W tym pomaga mi firma Wolfcarbon , z której „karbonami” przejeździłem cały sezon 2021 i… niejednokrotnie dzięki jej produktom oszczędziłem sobie kosztownych napraw układu hamulcowego, prostowania dyfuzora czy też szpecących ciałko mojej ślicznej Katie rys. W tym roku jadę dalej z #WolfCarbon, dzięki czemu moja mroczna Katie nie tylko zyskała sprawdzoną ochronę przedniej tarczy hamulcowej i zacisku, dyfuzora, ale także otrzymała nowość w postaci osłon ramy i wtrysku paliwa.

Elementy pokryte lekkim i efektownym (uwielbiam ten materiał!), a przede wszystkim bardzo wytrzymałym karbonem nie tylko idealnie komponują się z mrocznym designem mojej 300-tki EXC TPI, ale przede wszystkim pozwalają na WIĘCEJ podczas upalania!

https://wolfcarbon.com/

Wolf🐺 – dziękuję za zaufanie i solidne zaopatrzenie mnie w tym sezonie! Jeśli i Wy chcielibyście dozbroić w taki sposób swoje maszyny MX / Enduro, to wiecie, gdzie się kierować. Tuning optyczny w pakiecie!

Polecam.

Nowa sztuka już ze mną!

3,2,1 i… kurtyna w górę! Przed Wami moja śliczniusia i piekielnie mroczna (od dawna chodziła za mną taka czara bestia!!!!) Katie M. 2022🖤🖤🖤. A skoro Katie, to nie mogło być inaczej i w tym sezonie dalej z wielką radością będę reprezentował barwy #teamKTMSKLEPktmsklep.pl – wszystko dla Ciebie i Twojego KTM.

Współpraca z pomarańczowymi z Olszyna trwa już kolejny sezon, dzięki czemu kilka tygodni temu miałem przyjemność gościć w siedzibie firmy, skąd odebrałem swój nowiutki sprzęt, który następnie dopieszczałem i dzisiaj mogę pochwalić się nim przed wszystkimi.

Widzicie dyfuzor, a więc jak nietrudno się domyślić, kontynuuję swoją przygodę z 2T i wybrałem to, co najlepsze w ciężki teren – model 300 EXC TPI. Po prostu niezastąpiony! Ten motocykl jest dosłownie jak uszyty dla mnie na miarę, dzięki czemu mogę z wielką radochą i płynnością katować sekcje trialowe, penetrować ekstremalnie trudne potoki Hard Enduro i realizować treningi na torze SuperEnduro.

Jak dla mnie 300 EXC TPI to niezawodny sprzęt o ogromnych możliwościach. Jest maksymalnie wszechstronny, a do tego charakteryzuje się niską masą, niskimi kosztami utrzymania i łatwością w eksploatacji, co sprawia, że aż chce się jeździć!

A więc teraz pora na chrzest bojowy! Lecę w teren, żeby nieco przypudrować nowej Katie nosek świeżym podkładem z błotka, którego po ostatnich ulewach nie brakuje. Za sterami tego KTM 300 EXC TPI 2022 będziecie mieli okazję zobaczyć mnie nie tylko podczas wybranych zawodów tego sezonu (po cichu liczę też na zabawę w #EnduroLiga), ale także podczas mojej codziennej pracy, czyli organizowanych przeze mnie treningów enduro w MXDG i Nowym Targu, w trakcie wspólnych treningach w #EnduroKrzeszowice, a także gościnnie na pokazach #ExtremeTrial. Choć podczas tych ostatnich główne show skrada jazda na trialu, to i tak lubię czasami poświrować także na ulubionym enduro

No to lecę, a ekipie KTMSKLEP – dziękuję!

Udany debiut na Getzen Rodeo!

GetzenRodeo e.V. zrobiło na mnie ogromne wrażenie, szczególnie w piątek na treningu, bo… za cholerę nie mogłem złapać trakcji!!! Teren był nietypowy. Trochę ściółki, a pod nią luźne, śliskie kamienie i nie szło ruszyć. Nie ukrywam więc, że dopadło mnie przerażenie. Na szczęście mieliśmy jeszcze sporo czasu, tak więc zastosowałem bardziej miękką mieszankę i uff, było lepiej, więc mogłem iść spać w miarę spokojnie.


Sobotni wyścig przebiegł w sumie bez większych problemów. Dla mnie bardzo fajnym uczuciem, było generalnie dostanie do się tego wyścigu. Getzen to bowiem taka impreza, w której po zapisie to organizator decyduje, kto może jechać (kto da radę!). Wiadomo, wchodzi topka z mistrzostw świata, a reszta? No jakieś umiejętności już trzeba mieć, więc to było miłe. Bardzo pomógł mi w tym mój start w HEGS i w Hero Challenge, gdzie wstydu nie zrobiłem.

No ale dobra, przechodząc do wyścigu. Na początku było pewne zderzenie z rzeczywistością. Teren był śliski i z każdym okrążeniem coraz bardziej. Woda z potoku roznosiła się na poszczególne przeszkody, przez co osiągnięcie trakcji było miejscami niemożliwe. Trzeba było jechać gazem, a pieszczoty z poszukiwaniem przyczepności musiałem odłożyć na boczny tor. Jednocześnie należało być ciągle skupionym, żeby nie popełnić błędu, który skończyłbym się zgruzowaniem motocykla. Kilka akcji po drodze widziałem i brrr, jakby tak moja Katie oberwała, to bym chyba umarł z rozpaczy. A o popełnienie błędu nie było trudno. Nagromadzenie przeszkód na tej 3 km trasie było szalone. Nie było miejsca na wytchnienie. W sumie może tylko jakieś 3 krótkie prostki były i to wszystko.

Takie przeszkody jak zeskoki ze skalnych półek na gazie w dół robiły wrażenie, ale nie była to dla mnie nowość. Wyskoki też! Jechałem więc swoje zarówno w górę, jak i w dół. Jak wielu riderów traciłem czas na podjeździe, który łapał największy zator. Trudno tam było o atak, więc czekałem na swoją kolej.

Jeśli chodzi o tempo wyścigu to było bardzo wysokie. Dobrze pojechałem pierwsze koło, a potem zacząłem lekko spadać. Największego spadku zaznałem już w samej końcówce wyścigu. Toczyłem wtedy walkę ze swoim organizmem. To była ta dla mnie największa trudność w tej imprezie. Czasy swoich profesjonalnych startów, kiedy to byłem maksymalnie przygotowany kondycyjnie i całe życie podporządkowywałem sportowi, niestety już za mną. Teraz życie zawodowe znacznie ogranicza moje możliwości na tego typu przygotowania i to właśnie wyszło. Przez skurcze i odpoczynki widziałem, jak jestem wyprzedzany. Finalnie byłem sklasyfikowany na 39 lokacie, ale gdyby siły witalne były w lepszym stanie, to lokata lepsza o 10 oczek byłaby w zasięgu.

Ale ze startu jestem zadowolony. Z tak hardcorowej imprezy wyjechać bez szwanku i żadnych strat w sprzęcie (zaliczyłem tylko jedną, kontrolowaną glebę), a wszystko to jako nie najmłodszy w stawce rider, to super wyczyn. Z Getzena wracam z cennymi doświadczeniami na koncie, którymi chętnie będę się z Wami dzielił na moich treningach enduro.


fot Enduro DKA

PK#7

Zająłem 3 miejsce w Hero Challenge w klasie Expert Masters!

Okej, przyszła pora by napisać parę słów o starcie w Hero Challenge. Impreza ogólnie petarda, dobrze się bawiłem, ale pokazała mi też, nad czym muszę popracować przed kolejnym tego typu startem.

Swój udział w imprezie rozpocząłem od wykręcenia 4 czasu w prologu 1. Po drodze miałem parę komplikacji i generalnie wiedziałem, co muszę poprawić podczas przejazdu drugiego. Zrobiłem to i rozwinąłem skrzydła w pełni. W efekcie poprawiłem swój czas o ponad minutę i wskoczyłem na pierwsze miejsce w klasie Expert Masters. Ogólnie, na tle całej stawki (PRO/Hobby itd.) dało mi to całkiem zadowalające 35 miejsce na starcie. Sama trasa prologu nie była dla mnie trudna i żadna przeszkoda mnie nie zaskoczyła.

W wyścigu finałowym działo się wiele. Zaliczyłem naprawdę dobry start i na pierwszym okrążeniu jechałem jak wystrzelony z procy. Ciąłem się przy tym z kilkoma zawodnikami, ale niestety jako rider, który w tych zawodach wystartował typowo hobbystycznie – dla zabawy – nie byłem w 100% przygotowany na tempo i długość tego wyścigu.

Odbiło się to tym, że od drugiego okrążenia zacząłem mieć problemy z rękami i złapałem pewnego rodzaju zadyszkę, tak więc musiałem czasem przystanąć, żeby krew wróciła na swoje miejsce i żeby łapy znowu przez jakiś czas działały.
Jeśli chodzi o przeszkody, to nie stanowiły one dla mnie żadnego problemu. Trasa pod względem technicznych przeszkód była piękna i bardzo mi się podobała. 400-metrowe pole kamieni, beleczki, oponki i inne cuda superenduro – no miodzio! Także tu nadrabiałem, a traciłem na motocrossie i piasku. Jako człowiek wywodzący się z trialu i w dodatku z samego południa Polski, moją domeną nie są wysokie prędkości i to przez tak długi czas (ponad 3h!) oraz piach. Brrr tego ostatniego naprawdę nie lubię.

Koniec końców na mecie zostałem sklasyfikowany na trzeciej lokacie w klasie Expert Masters i jeśli mnie pamięć nie myli, to coś w granicach 40 któregoś miejsca w klasyfikacji ogólnej wszystkich klas. Wynik cieszy, no bo trudno, żeby nie cieszyć się z podium, tym bardziej, że wystartowałem typowo dla zabawy. Hero Challenge pokazało mi jednak moje słabsze strony, dzięki czemu teraz konkretnie wiem, nad czym muszę popracować, bo… to nie był szczyt moich możliwości

Dziękuję wszystkim za wsparcie i wszystkie miłe słowa. Zarówno te na FB, jak i ten żywo. Było super!

PK7

Red Bull Enduro Liga 2020 zakończona

Enduro Liga – podsumowanie! Po kilku tygodniach internetowej zabawy, w której zdobyłem miejsce pierwsze, przyszła pora na zmagania w realu. Te odbyły się na torze w Dębskiej Woli klubu BKM Racing

Ostatnie tygodnie i internetowe popisy dały mi dużo radochy, ale to dzisiejszy dzień, czyli finał ligi były wisienką na torcie. Bawiłem się jak dziecko! Choć zadyszki też się pojawiły. Trasa była piekielnie szybka i choć sprinterem nie jestem, to zakończyłem zawody „w realu” na 6 miejscu. Jak wiadomo to numer synusia Oskar Kaczmarczyk #6, także pozycja w tabeli wyników cieszy mnie podwójnie.

Oski też dał czadu i był 4, dzięki czemu duma tatusia jest baaardzo duża. No i haaa! Zgarnąłem dwie prestiżowe statuetki – „Zwycięzca rywalizacji internetowej 2020” oraz „Osobowość Red Bull Enduro Ligi 2020”! Red Bull Polska – szacun. Super inicjatywa i zawody!

Mam nadzieję na powtórkę takiej inicjatywy również za rok!

Przemek Kaczmarczyk / Enduro Guide